365 DNI BEZ CUKRU SARAH WILSON KSIĄŻKA PASCAL. Najlepiej sprzedający się poradnik o wyjściu z uzależnienia od cukru. Rezygnacja z cukru nie jest dietą. To sposób na życie bez przetworzonej żywności i odżywianie się tym, co mieli na talerzach nasi pradziadkowie – przed erą szkodliwych produktów i towarzyszących im chorób. 365 dni na działce i w ogrodzie. Ogród wymaga intensywnych starań i doglądania przez cały rok – tylko wtedy jego uprawa da nam wiele satysfakcji. Bogato ilustrowany poradnik 365 dni na działce i w ogrodzie zawiera informacje dotyczące zakładania i sposobów pielęgnacji wymarzonego ogrodu wraz z propozycją gatunków, które warto w 62,93 zł. Cudowny chłopak – seria zapadających w pamięć książek o dobroci, przyjaźni, odwadze i inności – przez kilka ostatnich lat bawiła i wzruszała czytelników na całym świecie. Po ich lekturze o tym, co najważniejsze, przypomni wam 365 dni cudowności. To zachęcające do szlachetnego działania cytaty na każdy dzień Jak oglądać filmy z 365 dni w kolejności. W serii filmów 365 dni są trzy filmy , każda z nich oparta na książce z trylogii powieści polskiej autorki Blanki Lipińskiej. Pierwsza nosiła po prostu tytuł 365 dni i miała ograniczoną premierę kinową, zanim Netflix nabyła film i wydała go na arenie międzynarodowej w czerwcu 2020 r.. 365 dni książka pdf pobierz; Moda na zdrowie; Seria 365 Dni - Blanka Lipińska | księgarnia TaniaKsiazka.pl; Obliczanie czasu strefowego; 365 dni książka pdf software; Kolejne 365 dni PDF książka. Początkowo autorka dbała o uprawomocnienie akcji. Kiedy bowiem czytelnik poznaje bohaterkę, ta tkwi w nieszczególnie udanym związku. My już teraz zapewniamy Was, że w życiu bohaterów nie zabraknie zaskakujących zwrotów akcji, wielkich emocji i namiętności! Coś nam się wydaje, że "Ten dzień" Blanki Lipińskiej będzie jeszcze większym hitem niż "365 dni"! Czekacie na premierę? Przypominamy, że bestsellerową książkę "365 dni" możecie kupić na stronie . Obrzydliwie romantyczna, skrajnie prawdziwa i inspirująca.... Laura wraz ze swoim chłopakiem Martinem i dwójką przyjaciół, wyjeżdżają na wakacje na Sycylię. Drugiego dnia pobytu – w swoje dwudzieste dziewiąte urodziny, dziewczyna zostaje porwana. Porywaczem okazuje się głowa sycylijskiej rodziny mafijnej, szalenie przystojny, młody Don – Massimo Toricelli. Mężczyzna kilka lat wcześniej przeżył zamach na swoje życie. Postrzelony kilka razy prawie umarł – a kiedy jego serce przestało bić, przed oczami zobaczył dziewczynę, a dokładnie Laurę Biel. Gdy przywrócono go do życia, obiecał sobie, że odnajdzie kobietę, którą zobaczył. Massimo daje dziewczynie 365 dni na to, by go pokochała i została z nim. Ojciec chrzestny w połączeniu z Pięćdziesięcioma twarzami Greya. Sklep Książki Literatura obyczajowa Erotyczna 365 dni (okładka miękka, 5315 oceny i 1550 recenzji Wszystkie formaty i wydania (6): Cena: Oferta : 25,70 zł Opis Opis 365 dni Polska odpowiedź na słynne „50 twarzy Greya” – książka „365 dni” to odważna powieść Blanki Lipińskiej. Autorka nie bała się poruszyć w niej spraw, które dla wielu stanowią temat tabu. Ociekająca romantyzmem i erotyzmem historia Massimo Torricelliego i Laury sprawi, że będziesz ją czytać z wypiekami na twarzy. Klasyczna historia o miłości? Nic podobnego! W przeddzień 29. urodzin główna bohaterka wraz ze swoim chłopakiem Martinem i dwójką przyjaciół wyruszają na Sycylię, na wymarzone wakacje. Kiedy Laura ma świętować swoje urodziny, dzieje się coś irracjonalnego. Dziewczyna zostaje uprowadzona przez mafijnego bossa – Don Massimo Torricelliego. Dla okupu? Dla fantazji? Nic podobnego. Sycylijskim mafioso kierują uczucia. Z książki „365 dni” dowiesz się, że Włoch padł przed kilku laty ofiarą zamachu, a leżąc w śpiączce ujrzał nieznajomą, piękną dziewczynę. Kiedy więc zobaczył na swojej ziemi Laurę, wiedział, że to dziewczyna z jego snów. Ultimatum: 365 dni na miłość Massimo jest bardzo pewny siebie. Mówi porwanej Laurze, że ma ona 365 dni na to, by go pokochać. Czy dziewczyna ulegnie urokowi tajemniczego, niebezpiecznego, ale bardzo seksownego Włocha? Powieść Blanki Lipińskiej jest romansem erotycznym, w którym nie brakuje pikantnych opisów i wartkiej akcji. Przekonaj się, co postanowi Laura i czy porwanie może okaże się sposobem na to, by rozkochać w sobie dziewczynę? Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: 365 dni Autor: Lipińska Blanka Wydawnictwo: Edipresse Książki Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 448 Numer wydania: I Data premiery: 2018-07-04 Rok wydania: 2018 Forma: książka Wymiary produktu [mm]: 215 x 32 x 135 Indeks: 26029801 Recenzje Recenzje Dostawa i płatność Dostawa i płatność Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik. Blanka Lipińska to autorka bestsellerowych książek z gatunku obyczajowo-erotycznych – „365 dni”, „Ten dzień” i „Kolejne 365 dni”. Urodziła się w lipcu 1985 roku w Puławach. Dotychczas powieści pisarki sprzedały się w kilkuset tysiącach egzemplarzy – w 2019 roku Blanka Lipińska odebrała nagrodę Bestelleru Empiku za „Kolejne 365 dni”. Na podstawie pierwszej powieści serii powstał film, który został udostępniony na platformie Netflix. Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane SPIS TREŚCI Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Rozdział 8 Rozdział 9 Rozdział 10 Rozdział 11 Rozdział 12 Rozdział 13 Rozdział 14 Rozdział 15 Rozdział 16 Rozdział 17 Rozdział 18 Rozdział 19 Rozdział 20 Epilog Rakszyjki macicy nie boli – ON CIĘ ZABIJE! Zrób cytologię, żebyś mogła dalej żyć i cieszyć się seksem! ROZDZIAŁ 1 Gorący wiatr rozwiewał mi włosy, kiedy mknęłam kabrioletem wzdłuż plaży. W głośnikach dudniła Ariana Grande i jej kawałek Break free, który pasował do mojej sytuacji jak żaden inny na świecie. If you want it , take it – śpiewała, a ja przytakiwałam każdemu słowu i podkręcałam muzykę jeszcze głośniej. Dziś były moje urodziny, dziś, teoretycznie, stawałam się o rok starsza niż wczoraj, dziś powinnam mieć depresję, a prawda była taka, że nigdy dotąd nie czułam się tak żywa. Kiedy zatrzymałam auto na światłach, zaczynał się refren. Basy wybuchły wokół mnie, a mój cudowny nastrój sprawiał, że musiałam zaśpiewać razem z nią. – This is... the part... when I say I don’t want ya... I’m stronger than I’ve been before... – wrzeszczałam razem z Arianą, wymachując rękami na wszystkie strony. Młody chłopak, którego samochód zatrzymał się tuż obok, uśmiechał się zalotnie i rozbawiony moim zachowaniem uderzał o kierownicę w rytm piosenki. Zapewne oprócz muzyki i nietuzinkowego zachowania także mój strój przykuł jego uwagę, zbyt wiele dziś na sobie nie miałam. Czarne bikini idealnie pasowało do mojego fioletowego plymoutha prowlera, do którego pasowało wszystko, bo był po prostu zajebisty. Mój samochód, piękny i nietuzinkowy, był prezentem urodzinowym. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że mój mężczyzna nie poprzestanie na tym, ale lubiłam się pocieszać, że to być może koniec podarunków. Zaczęło się miesiąc temu: codziennie, z okazji urodzin, dostawałam coś nowego. Trzydzieste urodziny, a więc trzydzieści dni prezentów – tak to widział. Przewróciłam oczami na tę myśl i ruszyłam, kiedy światło zmieniło się na zielone. Zaparkowałam, chwyciłam torbę i ruszyłam w stronę plaży. Dzień był upalny, środek lata, a ja bardzo chciałam sprawdzić, gdzie leżą granice nasycenia słońcem. Popijałam przez słomkę mrożoną herbatę i szłam, zanurzając stopy w gorącym piasku. – Wszystkiego najlepszego, starucho! – krzyknął mój mężczyzna i kiedy obróciłam się w jego stronę, gejzer Moet Rose eksplodował mi w twarz. – Co ty wyczyniasz?! – wrzeszczałam ze śmiechem, próbując wyjść spod strumienia. Niestety bezskutecznie. Jak wężem strażackim celnie i precyzyjnie moczył mnie całą. Kiedy butelka była już pusta, rzucił się na mnie i powalił na piasek. – Wszystkiego najlepszego – wyszeptał. – Kocham cię. W tym momencie jego język wsunął się niespiesznie w moje usta i zaczął powolną gimnastykę. Jęknęłam, zaplatając mu ręce na szyi, i rozsunęłam nogi, kiedy kręcąc biodrami, mościł się między nimi. Jego dłonie chwyciły moje i przygwoździły do miękkiego podłoża. On sam oderwał się ode mnie i przyglądał mi się rozbawionym wzrokiem. – Mam coś dla ciebie. – Radośnie poruszył brwiami i wstał, ciągnąc mnieza sobą. – Coś takiego – wymamrotałam, sarkastycznie przewracając oczami skrytymi przed nim za ciemnymi szkłami. Wyciągnął rękę i zdjął mi je, a jego twarz spoważniała. – Chciałbym... – jąkał się, a ja patrzyłam na niego z rozbawieniem. Wtedy wziął głęboki wdech i padł na kolano, wyciągając w moją stronę małe pudełeczko. – Wyjdź za mnie – powiedział Nacho, szczerząc do mnie swoje białe zęby. – Chciałbym powiedzieć coś mądrego, romantycznego, ale tak naprawdę chciałbym po prostu powiedzieć coś, co cię przekona. Wzięłam wdech, a on uniósł dłoń, żeby mnie uciszyć. – Zanim coś powiesz, Lauro, zastanów się. Oświadczyny to jeszcze nie ślub, a ślub to nie wieczność. Szturchał mnie lekko pudełkiem w brzuch. – Pamiętaj, ja do niczego nie chcę cię zmuszać, niczego ci nie każę. Powiesz „tak”, jeśli będziesz chciała. Przez chwilę milczał, czekając na odpowiedź, a kiedy jej nie uzyskał, pokręcił głową i kontynuował:– Jeśli się nie zgodzisz,naślę naciebie Amelię,a onazamęczycię naśmierć. Patrzyłam na niego przejęta, przerażona i jednocześnie szczęśliwa. – Dobrze, widzę, że ten argument też do ciebie nie przemawia. – Popatrzył na ocean i po chwili zielone oczy wróciły do mnie. – A więc zgódź się dla niego. – Pocałował mój brzuch, po czym oparł czoło o niewidoczną krągłość. – Pamiętaj – rodzina to co najmniej trzy osoby. – Podniósł na mnie wzrok. – Co najmniej, co nie oznacza, że poprzestanę na tej jednej istocie. – Uśmiechnął się i chwycił mnie zarękę. – Kocham cię – wyszeptałam. – I chciałam zgodzić się już na początku, kiedy zacząłeś mówić, ale skoro mnie uciszyłeś, dałam ci się wykazać. – Jego wielkie jak słońce oczy śmiały się do mnie. – Tak, wyjdę za ciebie! ROZDZIAŁ 2 Kiedy otworzyłam oczy pierwszy raz po tym, jak zamknęłam je w rezydencji Fernando Matosa, zobaczyłam, że oplatają mnie kilometry rurek wbitych w moje ciało i otaczają dziesiątki ekranów pokazujących funkcje życiowe. Wszystko pikało, szumiało. Chciałam przełknąć ślinę, ale okazało się, że w gardle mam jakiś przewód. Bałam się, że za chwilę zwymiotuję. Oczy zaszły mi mgłą i czułam, że wpadam w panikę. Wtedy jedna z maszyn zaczęła przeraźliwie piszczeć, drzwi się otworzyły i do pokoju jak taran wpadł zdyszany Massimo. Usiadł obok i chwycił mnie za rękę. – Kochanie – jego oczy się zaszkliły. – Dzięki Bogu! Twarz Czarnego była zmęczona i zdawało mi się, że jest o połowę chudszy, niż go pamiętałam. Złapał głęboki oddech i zaczął gładzić mnie po policzku, a ja na jego widok zupełnie zapomniałam o duszącej mnie rurce. Z oczu zaczęły lecieć mi łzy, a on ścierał każdą, nie odrywając ust od mojej dłoni. Nagle do pokoju weszły pielęgniarki i uciszyły nieznośną maszynę. Po nich w drzwiach pojawili się lekarze. – Panie Torricelli, proszę wyjść. Zajmiemy się pańską żoną – powiedział starszy mężczyzna w białym kitlu, a kiedy Don nie reagował, powtórzył polecenie głośniej. Massimo wyprostował się i górując nad nim, zmienił oblicze na najzimniejsze, jak to tylko możliwe, a potem rzucił przez zaciśnięte zęby: – Moja żona pierwszy raz od dwóch tygodni otworzyła oczy i jeśli sądzi pan, że wyjdę, to jest pan w niewiarygodnym błędzie – warknął po angielsku, a lekarz machnął ręką. Po tym, jak wyciągali mi z gardła rurę przypominającą tę od odkurzacza, uznałam, że faktycznie byłoby lepiej, gdyby Czarny tego nie oglądał. Ale cóż, stało się. Już chwilę później do mojego pokoju zaczęły ciągnąć wycieczki lekarzy najróżniejszych specjalizacji. A potem były badania, niekończące się badania. Massimo nawet przez sekundę nie wyszedł i nawet na chwilę nie puścił mojej dłoni. Kilka razy wolałabym, żeby go nie było, ale nawet ja nie byłam w stanie go od siebie odgonić i przekonać, by przesunął się choć o centymetr, aby zrobić miejsce lekarzom. W końcu wszyscy zniknęli, a ja mimo to, że mówienie wciąż przychodziło mi z trudem, chciałam go zapytać, co się właściwie stało. Próbowałam łapać oddech, charcząc coś niezrozumiale. – Nic nie mów – jęknął Czarny, kolejny raz przykładając moją dłoń do swoich cudownych ust. – Zanim zaczniesz pytać i dociekać... – westchnął i zaczął nerwowo mrugać oczami, jakby powstrzymując łzy. – Uratowałaś mnie, Lauro – jęknął, a mnie zrobiło się gorąco. – Tak jak to było w mojej wizji, uratowałaś mnie, kochanie. Jego spojrzenie wbiło się w moją dłoń. Nie rozumiałam, do czego zmierza. – Ale... Próbował coś z siebie wydusić, lecz nie był w stanie. Wtedy dotarło do mnie, o co może mu chodzić. Drżącymi rękami zaczęłam rozgarniać pościel. Czarny próbował złapać moje dłonie, ale coś nie pozwalało mu ze mną walczyć. W końcu po prostu puścił moje nadgarstki. – Luca – wyszeptałam, widząc opatrunki na moim ciele. – Gdzie jest nasz syn? Mój głos był ledwo słyszalny, a każde słowo zadawało mi ból. Chciałam krzyczeć, zerwać się z łóżka i wykrzyczeć TO pytanie, by zmusić Czarnego, żeby wreszcie powiedział mi prawdę. Uniósł się, spokojnie chwycił kołdrę i zakrył moje poszarpane ciało. Jego oczy były martwe, a we mnie, kiedy patrzyłam na niego, prócz przerażenia narastała rozpacz. – Nie żyje – wstał, łapiąc oddech, i obrócił się do okna. – Kula trafiła zbyt blisko... On był za mały... Nie miał szans – głos mojego męża rwał się, a ja nie miałam pojęcia, jak nazwać to, co czuję. Rozpacz to było zbyt mało. Wydawało mi się, że ktoś właśnie wyrwał mi serce. Fale płaczu, które zalewały mnie co sekundę, sprawiały, że nie mogłam oddychać. Zamknęłam oczy, próbując przełknąć gorzką żółć, która podeszła mi do gardła. Moje dziecko, szczęście, które miało być częścią mnie i ukochanego faceta. Zniknęło. Nagle cały świat się zatrzymał. Massimo stał nieruchomy jak posąg, aż w pewnym momencie przetarł palcami oczy i odwrócił się do mnie. – Na szczęście ty żyjesz. – Usiłował się uśmiechnąć, ale nie udało mu się. – Prześpij się, lekarze mówią, że teraz musisz dużo odpoczywać. – Pogładził mnie po głowie i otarł moje mokre policzki. – Będziemy mieć gromadę dzieci, obiecuje ci. Kiedy to usłyszałam, wybuchłam jeszcze większym płaczem. Stał zrezygnowany, oddychając płytko, a ja czułam niemoc, która go ogarniała. Zacisnął dłonie w pięści i nie patrząc na mnie, wyszedł. Po chwili wrócił w towarzystwie lekarza. – Pani Lauro, podam pani leki uspokajające. Nie mogłam się odezwać, więc pokręciłam przecząco głową. – Tak, tak, pani musi powoli dochodzić do siebie, ale na dzisiaj już dość – rzucił Czarnemu krytyczne spojrzenie. Podpiął strzykawkę do jednej z kroplówek, a ja poczułam, jak robię się dziwnie ciężka. – Będę tu. – Massimo usiadł przy łóżku i chwycił moją dłoń. Zaczęłam odpływać. – Obiecuję, że będę tu, kiedy się obudzisz. – Był, kiedy otworzyłam oczy i za każdym kolejnym razem, kiedy zasypiałam i znów się budziłam. Nie odstępował mnie na krok. Czytał mi, przynosił filmy, czesał włosy, mył. Ku mojemu przerażeniu odkryłam, że tę ostatnią czynność wykonywał również wtedy, kiedy byłam nieprzytomna, nie pozwalał zbliżyć się do mnie pielęgniarkom. Zastanawiam się, jak zniósł fakt, że operujący mnie lekarze byli mężczyznami. Z tego, co dowiedziałam się z jego lakonicznych wypowiedzi, zostałam postrzelona w nerkę. Nie dało się jej uratować. Na szczęście człowiek ma dwie, a życie z jedną to nic strasznego – pod warunkiem że jest zdrowa. W trakcie operacji moje serce postanowiło odmówić współpracy. Specjalnie mnie to nie zdziwiło. Zaskoczył mnie natomiast fakt, że lekarzom udało się je naprawić. Coś udrożnili, coś wszyli, jeszcze coś wycieli i podobno miało działać. Doktor, który wykonywał zabieg, opowiadał mi o tym dobrą godzinę, pokazując na ekranie tabletu rysunki i wykresy. Niestety, mój angielski nie był na tyle dobry, by ogarnąć szczegóły jego wypowiedzi. Poza tym w moim stanie ducha było mi to właściwie obojętne. Liczyło się to, że niebawem miałam opuścić szpital. I niby z dnia na dzień czułam się lepiej, moje ciało szybko wracało do zdrowia... Ciało, bo dusza nadal była martwa. Słowo „dziecko” zostało wyparte z naszego słownika, a imię „Luca” nagle przestało istnieć. Wystarczyła choćby wzmianka o dziecku, nawet nie w rozmowie, ale w telewizji czy internecie, a zalewałam się łzami. Z Massimo rozmawialiśmy o wszystkim, otwierał się przede mną bardziej niż kiedykolwiek. Za nic nie chciał tylko poruszać tematu sylwestra. Coraz bardziej mnie to złościło. Dwa dni przed planowanym wyjściem ze szpitala nie wytrzymałam. Czarny właśnie postawił przede mną tacę z jedzeniem i podciągnął rękawy. – Nie zjem nawet grama – warknęłam, zaplatając ręce na kołdrze. – Rozmowa na ten temat cię nie minie. Nie możesz już wykręcać się moim stanem zdrowia, czuję się fenomenalnie. – Ostentacyjnie przewróciłam oczami. – Massimo, do cholery, mam prawo wiedzieć, co stało się w posiadłości FernandoMatosa! Don upuścił łyżkę na talerz, złapał głęboki wdech i zirytowany wstał z miejsca. – Czemu jesteś taka uparta? – Popatrzył na mnie gniewnym wzrokiem. – Jezu, Lauro. – Zakrył dłońmi twarz i przechylił się nieco do tyłu. – Dobrze. Do którego momentu pamiętasz to, co się działo? W jego głosie słychać było rezygnację. Przekopywałam zakamarki swoich wspomnień i kiedy przed oczami stanął mi Nacho, moje serce zamarło. Przełknęłam głośno ślinę i powoli wypuściłam powietrze z płuc. – Pamiętam, jak bił mnie ten skurwiel Flavio. Szczęki Massimo zaczęły się rytmicznie zaciskać. – Później pojawiłeś się ty. Zamknęłam oczy, sądząc, że to pomoże mi w odzyskiwaniu wspomnień. – Potembyło zamieszanie i wszyscywyszli,zostawiającnassamych. Zawiesiłam się, niepewna tego, co było dalej. – Podchodziłam do ciebie... Pamiętam, że bardzo bolała mnie głowa... Później już nic. Przepraszająco wzruszyłam ramionami i spojrzałam na niego. Widziałam, że gotuje się w środku. Cała ta sytuacja i jej wspomnienie wywoływały w nim chyba ogromne poczucie winy, z którym nie mógł sobie dać rady. Chodził po pokoju, zaciskając pięści, a jego klatka unosiła się i opadała w szaleńczym tempie. – Flavio, ten... Zastrzelił Fernando, a później strzelił do Marcelo. Na dźwięk tych słów poczułam, że mnie zatyka. – Nie trafił – dodał, a ja jęknęłam z ulgą, a gdy spoczęło na mnie zaskoczone spojrzenie Massimo, udałam, że coś zabolało mnie w klatce piersiowej. Położyłam na niej dłoń i dałam mu sygnał, żeby kontynuował. – Ten łysy skurwiel go zastrzelił. A przynajmniej tak sądził, kiedy tamten padł za biurko, zalewając wszystko krwią. Wtedy poczułaś się gorzej. Zatrzymał się kolejny raz, a jego ściśnięte w dłoniach palce aż zbielały. – Chciałem cię podtrzymać i wtedy strzelił kolejny raz. Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki, a grzęznący w gardle oddech nie pozwalał wydusić słowa. Musiałam wyglądać okropnie, bo Czarny podszedł do mnie i gładząc po głowie, sprawdzał wskaźniki na monitorach. Byłam w szoku. Jak Nacho mógł do mnie strzelić?! Nie mogłam zrozumieć. – I właśnie dlatego nie chciałem z tobą o tym rozmawiać – warknął Czarny, kiedy jedna z maszyn zaczęła piszczeć. Po chwili do pomieszczenia wbiegła pielęgniarka, a za nią lekarze. Zrobiło się wokół mnie zamieszanie, ale chwilę później kolejny zastrzyk w wenflon wbity w mój nadgarstek załatwił sprawę. Tym razem jednak nie usnęłam, ale uspokoiłam się. Czułam się jak warzywo. Niby wszystko widziałam i rozumiałam, lecz było mi dziwnie błogo. Jestem kwiatem lotosu na tafli jeziora – takie porównanie przebiegło mi przez myśl, kiedy leżałam na łóżku, beznamiętnie patrząc, jak Massimo wyjaśnia lekarzowi, co się stało, a ten macha mu rękami przed nosem. Och, doktorku, gdybyś wiedział, kim jest mój mąż, w życiu nie podszedłbyś do niego tak blisko – pomyślałam, delikatnie się uśmiechając. Mężczyźni dyskutowali ze sobą, aż w końcu Czarny dał za wygraną i przytaknął, opuszczając głowę w dół. Pochwili znowu byliśmy sami. – I co dalej? – zapytałam, przeciągając nieco słowa, choć byłam pewna, że mówię całkiem normalnie. Myślał przez chwilę, przyglądając mi się uważnie, a gdy obdarzyłam go lekko narkotycznym uśmiechem, pokręcił głową. – Flavio niestety ocknął się i strzelił do ciebie. Flavio – powtórzyłam za nim w głowie, a na mojej twarzy zagościła n... Blanka Lipińska, autorka „365 dni”, niemal z miejsca stała się wrogiem publicznym purytańskiej rzeszy czytelników (czytelniczek?). Tych samych, którzy ledwie kilka miesięcy wcześniej z wypiekami na twarzy śledzili ekranizację kolejnej części „50 twarzy Greya” i zaczytywali się w książkach Sylvii Day. Co różni autorkę z naszego rodzimego podwórka od James? Dlaczego „365 dni”, zamiast rozpalić pożądanie między nogami, rozgrzało przede wszystkim hejterów?Naprawdę szkoda, że z okładki powieści Lipińskiej łypie na mnie tylko jedno oko ciemnowłosego przystojniaka. Chłopak (albo sprawny Photoshop) spogląda na potencjalnych czytelników z błyskiem gniewu i pożądania. Takie spojrzenie mogłoby niejednej zawrócić w głowie. Poza tym połowicznym portretem okładka jest pozbawiona ozdobników. Żadnego zachodzącego słońca, jeleni na rykowisku czy spiętrzonych wodospadów, które kojarzę z Harlequinami. Powiedziałabym nawet, że chociaż obwoluta „365 dni” nie ma w sobie nic oryginalnego, to jest miła dla oka, wręcz z to toporna okazuje się historia autorstwa Lipińskiej. Massimo Toriccelli to młody szef sycylijskiej mafii. Kiedy zostaje postrzelony, doznaje wizji. W oparach bólu ukazuje mu się ona – kobieta doskonała. Po przebudzeniu się Massimo wie, że pewnego dnia ją odnajdzie i posiądzie. Pięć lat później spotyka Laurę Biel, znudzoną turystkę z Polski. Od razu wie, że była menedżerka hotelu to kobieta z jego marzeń. Nieprzyjmujący odmowy Massimo, by mieć pewność, że dziewczyna będzie jego, porywa ją i pod groźbą zranienia jej najbliższych zmusza ją, by spędziła z nim 365 dni. W tym czasie Laura ma mafiosa… wiem, co sobie pomyśleliście – to historia grubymi nićmi szyta. Z miejsca w głowie włącza się lampka ostrzegawcza albo neonowe hasło „syndrom sztokholmski”. Z drugiej strony od pokoleń wzrusza nas historia Pięknej i Bestii. Tylko złośliwcy wytykają jej podobieństwo stanu psychicznego Belli do wspomnianej reakcji zakładników. „365 dni” pod względem fabularnym naprawdę miało potencjał. Początkowo autorka dbała o uprawomocnienie akcji. Kiedy bowiem czytelnik poznaje bohaterkę, ta tkwi w nieszczególnie udanym związku. Właściwie wiadomo, że prędzej czy później się on rozpadnie. Kiedy więc Massimo – przystojny i władczy, choć niezamierzający zrobić dziewczynie krzywdy – porywa Laurę, można pomyśleć, że mimo tych dziwnych okoliczności jest szansa, że w ciągu 365 dni coś między nimi zaiskrzy. Zwłaszcza że bohaterka cichą myszką nie jest. Sęk w tym, że Lipińska postanowiła zignorować własną podbudowę czasową, która właściwie wykorzystana mogłaby uczynić jej książkę po prostu między Massimo a Laurą zaczyna się tak naprawdę od pierwszego spotkania. A właściwie zacząłby się, gdyby rozbieranie oczami można było za początek takowego uznać. Bardzo szybko bohaterka jest gotowa na seks ze swoim oprawcą. Do faktycznego stosunku dochodzi zresztą niedługo po tym, jak Laura orientuje się, że właściwie nie miałaby nic przeciwko, by Massimo ją zaspokoił. Zwłaszcza że – jak dowiaduje się czytelnik – jej poprzedni partner nie był jakoś szczególnie zainteresowany zabawami łóżkowymi, a bohaterka apetyt na seks ma spory. Psychologicznie jednak jest to zwyczajnie głupie. O ile byłabym w stanie uwierzyć w stopniowo rozwijający się, namiętny związek między porywaczem a ofiarą (niepewność co do tego, czy to prawdziwe uczucie, czy raczej syndrom sztokholmski, też byłaby ciekawa), o tyle szybkie budowanie relacji z mafiosem (raptem kilka dni?) jest dla mnie zmarnowaną okazją na ciekawą sprawa, że to zabójcze tempo odbiera całej powieści tę seksualną lepkość, napięcie wynikające z oczekiwania. Początkowo Massimo mówi Laurze, że będzie musiała sama do niego przyjść i poprosić o stosunek. Bohaterowie nie potrafią się jednak opanować, co zresztą oboje werbalizują (zarówno w rozmowie, jak i w formie wewnętrznego monologu). Seks między Laurą a Massimo nie jest więc niczym zaskakującym ani wyjątkowym. Kiedy do niego dochodzi, nie budzi to szczególnych emocji, chociaż autorka dwoi się i troi, by czytelnika w jakiś sposób zaszokować. Wielu czytelników dało się jednak złapać w tę pułapkę. Nie wiem, jak to możliwe, że w XXI wieku – czasie łatwego dostępu do porno i wszelkich erotycznych zabawek – kogoś jeszcze szokują opisy palców wkładanych do pochwy czy odbytu albo penisów we wzwodzie. Przypominam tylko, że bestsellerowe „50 twarzy Greya” to historia z BDSM w to chyba właśnie „przyzwyczajenie” do BDSM jest problemem „365 dni”. Czytelnicy przyzwyczaili się już bowiem do historii z zabawami w kontrolę. W tych historiach jednak zawsze są jakieś hasła bezpieczeństwa. U Lipińskiej wszystko zaś dzieje się tu i teraz, nagle, bez zapowiedzi. A przynajmniej tak to ma wyglądać… Weźmy scenę w samolocie (to pierwsze dwie czy trzy strony książki), w której Massimo – podniecony wcześniej przez swoją wyobraźnię – postanawia wykorzystać zainteresowanie stewardessy i ulżyć swoim popędom. Bez ceregieli zamyka dziewczynę w prywatnej kabinie i wpycha jej członek do ust, myśląc przy tym, jak lubi, kiedy partnerki krztuszą się jego penisem. Niby pyta ją o zgodę, ale... co niby miała zrobić zamknięta sam na sam z szefem mafii w jego prywatnym samolocie? Odmówić? Takie mniej więcej pytania zadają przeciwniczki wizji Lipińskiej, zapominając o informacjach pobocznych – że stewardessa nowa nie jest, a zachcianki Massima to powszechnie znana sprawa. W teorii więc, robiąc do niego maślane oczy, doskonale wiedziała, na co się pisze. Więcej: chciała zostać podobnie to się właśnie w głowie przeciętnemu wyznawcy pozycji misjonarskiej nie mieści. No bo jak można chcieć się dusić czyimś penisem? Jak można chcieć seksu opartego na nieprzewidywalnej dominacji? Otóż można. I kobieta też może. Może chcieć, żeby ją tak ktoś do ściany przyszpilił, pociągnął za włosy i nawet nieco poddusił. Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że nie jest to wizja, która do sporej części czytelników zwyczajnie nie przemawia, ale zaskakuje mnie ta nietolerancja wobec podobnych pragnień innych. Skoro akceptujemy „50 twarzy Greya” i pokoje zabaw, to dlaczego nie jesteśmy w stanie zaakceptować czegoś mniej… przygotowanego? Zwłaszcza że wszystkie opisane w książce stosunki, choć dość gwałtowne i nagłe, odbywają się między ludźmi, którzy w jakimś stopniu się znają. Ich „nie” to zwykle część gry, ich pełna trwogi i oczekiwania uległość – Blanki Lipińskiej nie jest zła z powodu scen seksu. Te opisane są całkiem sprawnie, bez zbędnych szczegółów, komicznej plątaniny kończyn i żałosnych synonimów dla penisa czy łechtaczki. Niestety, z czasem zaczyna być coraz bardziej widoczne podobieństwo tych opisów i całość robi się nijaka. Tak czy siak, fajnie, że ludzie mogą się w „365 dniach” przespać ze sobą bez ślubu i nie robić z tego wielkiego halo. Szkoda jednak, że wszystkie te seksualne ekscesy następują tak szybko. Gdyby bohaterowie poznali się w klubie i poszli ze sobą do łóżka, a potem by to radośnie powtarzali, nie miałabym uwag. Jak jednak można z taką łatwością oddać się komuś, kto grozi twojej rodzinie?W „365 dniach” męczyły mnie również takie rzeczy, jak ignorowanie pewnych wątków, porażająca wręcz płytkość głównej bohaterki (niepotrzebnie upodobnionej pod pewnymi względami do autorki książki) czy absurdalne zachowania Massima (szczególnie w kontekście jego pozycji, jak nieumiejętność panowania nad sobą). Książka jest momentami przerysowana do granic możliwości, co przesłania jej zalety. Postaci są niewiarygodne i zwyczajnie irytujące. Wątek chorego serca protagonistki, który pojawia się z niewiadomego powodu i wraca w przypadkowych momentach (też nie wiadomo po co), za każdym razem wywoływał na mojej twarzy zdziwienie. To jednak nic w porównaniu z historią dotyczącą dziecka. Nie będę tu o niej pisać, ale jak dla mnie – jakkolwiek można by uznać to rozwiązanie fabularne za w pewnym sensie dekonstrukcyjne – stanowiła gwóźdź do trumny „365 dni”.Bardzo się cieszę, że erotyczną powieść wreszcie napisał ktoś taki jak Blanka Lipińska – kobieta, która wygląda, jakby była stworzona na rozkładówkę (sesję w CKM-ie widziałam i potwierdzam, że jest na czym oko zawiesić), i która nie boi się o seksie mówić wprost. Ubolewam jednak bardzo, że cała ta seksualna otwartość została przesłoniona w „365 dniach” przez fatalnie poprowadzoną historię i bohaterów, których trudno polubić i zrozumieć. Cel przyświecający autorce był więc zacny, ale droga do niego – powieść – okazała się po prostu Górska Brakuje Ci motywacji i wciąż zdarza Ci się popełniać najbardziej podstawowe błędy? To idealna książka dla Ciebie, jeśli chcesz podszkolić swój angielski i usystematyzować swoją wiedzę na poziomie A2-B2. Angielski 365 na każdy dzień to przemyślany roczny kurs języka angielskiego na poziomie ponadpodstawowym i średnio zaawansowanym. Każdego dnia, krok po kroku opanujesz najważniejsze zagadnienia z zakresu gramatyki, słownictwa, wymowy czy słowotwórstwa. Razem z tą książką na własnej skórze doświadczysz, że przyswojenie phrasali to bułka z masłem, a idiomy same zaczną wchodzić Ci do głowy. Na każdy dzień tygodnia przypada jedno z 365 zagadnień: MONDAY – ćwiczysz gramatykę; TUESDAY – uczysz się słownictwa; WEDNESDAY – poznajesz przyimki oraz tajniki poprawnej wymowy; THURSDAY – mierzysz się z phrasal verbs; FRIDAY – powtarzasz czasowniki nieregularne, idiomy i słowotwórstwo; SATURDAY – przyswajasz wiadomości poprzez tłumaczenie zdań; SUNDAY – rozwiązujesz krzyżówkę językową. Dzięki naszej książce: dostarczysz sobie solidnej dawki wiedzy każdego dnia, z łatwością opanujesz setki nowych wyrażeń i zwrotów, przyswoisz najbardziej istotne zagadnienia języka angielskiego, skutecznie utrwalisz zdobyte wiadomości. Zacznij naukę w dowolny poniedziałek z książką Angielski 365 na każdy dzień! Opinie:

365 dni książka pdf